Tumblelog by Soup.io
Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.

April 09 2011

delikatesy

Cool.

Reposted fromLuckyLobos LuckyLobos viasober sober

January 25 2011

delikatesy
create the music. by clicking the squares.
Reposted fromfischi fischi via101-404 101-404

December 04 2010

delikatesy

Jako fanka trip hopu nie mogę nie wypowiedzieć się o tegorocznych, przejrzałych już nieco owocach pracy artystów reprezentujących ten gatunek. Długo oczekiwane płyty w końcu się pojawiły, jednak nie do końca mnie usatysfakcjonowały.

I tak, w Wielkiej Brytanii Trickypozwolił swoim znakomitym kolegom i koleżankom na nieco za duży w moim odczuciu procent ich udziału przy pracy nad najnowszą płytą „The Mixed Race”. Za mało Trickiego w Trickym. Była ona jednym z bardziej oczekiwanych wydawnictw w tym roku i dlatego tym bardziej chciałam o niej wspomnieć, ale na ten moment ograniczę się niestety tylko do paru słów.

Natomiast od lat przeze mnie ubóstwiani przyjaciele Trickiego, czyli zespół Massive Attack...również całkiem się rozleniwił, bo, podobnie jak wyżej wymieniony, zaprosił do współpracy wielu starych znajomych i znów – w moim odczuciu zbyt wielu. Płyta pt. „Heligoland” przypomina mi składankę typu all stars, a nie tego oczekiwałam po tylu latach.Pojawiły się na niej bowiem prawdziwe tuzy trip hopu, zaiste wielkie nazwiska, ale nie tego oczekiwałam – miało być MASSIVE ATTACK par exellence, ajest zaledwie rozcieńczona obcymi wpływami zupka z nazwą zespołu na etykiecie. Powiecie Państwo, że tak było zawsze, że duet zapraszał wielu artystów do pracy nad kolejnymi albumami, jednak będę obstawać przy swojej opinii, że dużo przyjemniej słuchałoby się maksymalnie samodzielnego dzieła legendarnej dwójki z Bristolu.

Najbardziej cieszy podsumowujący tę triphopową plejadę gwiazd całkiem nie-triphopowy Damon Albarn, ponieważ jedynie ostatni utwór pt. „Saturday come slow” naprawdę cieszy moje uszy. Być może z powodu barwy głosu wokalisty, która wystarczy za całe instrumentarium i aż rozpycha się na płycie ze swoją wyjątkową nastrojowością, ratując cały album.

November 28 2010

delikatesy

Witam serdecznie sieciowego pielgrzyma.

Znalazł się pielgrzym właśnie na skromnej stronce, na której postanowiłam zamieszczać od czasu do czasu mniej lub bardziej luźne przemyślenia i impresje na temat ostatnio przesłuchanych płyt, obejrzanych filmów, a może i nawet przeczytanych książek, choć na to ostatnie, niestety, od pewnego czasu coraz rzadziej mogę sobie pozwolić. Niemniej jednak jesienny przypływ twórczej euforii, spowodowany ciekawą, powiedzmy, pogodą, a także wysypem różnorodnych wydarzeń kulturalnych, dał mi bodziec do podzielenia się z Państwem raz na jakiś czas moimi opiniami na temat wszystkiego, co miłe dla oka i ucha, a co w ostatnim czasie mi w owe oko i ucho wpadło i nieprędko je, jak sądzę, opuści.

Programowo nie zamierzam poświęcać na tym skrawku Internetu ani jednego słowa polityce ani sytuacji społecznej w kraju czy na świecie. Nie będzie to kolejny krytykancko-narzekacki blog pisany przez sfrustrowanego inteligenta, który to jednak inteligent nie wysuwa żadnego dobrego pomysłu, aby zadziałać w realnej czasoprzestrzeni z wymiernym i, co ważniejsze, pozytywnym skutkiem.

Ale miało nie być krytykanctwa i narzekactwa.

Po tym przydługim wstępie zapraszam zatem do wirtualnej degustacji wybranych przeze mnie smaczków ze świata kultury, sztuki, a nawet nauki. Wyznaję bowiem przekonanie, że piękno nie tkwi jedynie w artystycznych wytworach człowieka, lecz związane jest także z poznawaniem Natury, której piękna nikt przecież nie może odmówić.

Na mijającą powoli złotojesienną aurę polski zespół Miss No One przygotował zjawiskową, jak przypuszczam, płytę pod tytułem „The Leaving Room”, której – i dobrze! - za darmo w Internecie nie uświadczysz. Zaledwie przypuszczam, że płyta jest zjawiskowa, ponieważ przesłuchałam jedynie część utworów z płyty w radiowej Trójce i na stronie zespołu. Niemniej jednak stwierdzam, że bezwzględnie muszę zdobyć cały album i zasłuchiwać się w nim, kiedy tylko będę miała na to ochotę, a póki co ochota jest niesłabnąca. Tak, jak raczej bez euforii przyjęłam ich zeszłoroczną EPkę „Don't Ask, Don't Tell”, tak „The Leaving Room” zasługuje według mnie na szczególną uwagę. Miodem na moje uszt są elektroniczne, minimalistyczno-triphopowe brzmienia przeplatane subtelnym rockiem, który momentami przypomina mi kobiecą wersję A Perfect Circle (planującego reaktywację!). Czekam na swoją kopię albumu.

A no właśnie, A Perfect Circle zapowiada wznowienie działalności, Tool pracuje nad nowym albumem, Puscifer podobnie. A ja już siedzę jak na szpilkach, bo ileż można czekać, karmiąc się pokaźnym, ale jednak znanym już na pamięć dorobkiem wszystkich projektów niezmordowanego hodowcy winorośli z północnej Arizony.

Tymczasem pozdrawiam znad grzanego wina, nie z Arizony, a z saszetki.

October 18 2010

delikatesy
Już niedługo.
Older posts are this way If this message doesn't go away, click anywhere on the page to continue loading posts.
Could not load more posts
Maybe Soup is currently being updated? I'll try again automatically in a few seconds...
Just a second, loading more posts...
You've reached the end.