About
Accounts
Friends
Click here to check if anything new just came in.
April 09 2011
Cool.
January 25 2011
December 04 2010
November 28 2010
Witam serdecznie sieciowego pielgrzyma.
Znalazł się pielgrzym właśnie na skromnej stronce, na której postanowiłam zamieszczać od czasu do czasu mniej lub bardziej luźne przemyślenia i impresje na temat ostatnio przesłuchanych płyt, obejrzanych filmów, a może i nawet przeczytanych książek, choć na to ostatnie, niestety, od pewnego czasu coraz rzadziej mogę sobie pozwolić. Niemniej jednak jesienny przypływ twórczej euforii, spowodowany ciekawą, powiedzmy, pogodą, a także wysypem różnorodnych wydarzeń kulturalnych, dał mi bodziec do podzielenia się z Państwem raz na jakiś czas moimi opiniami na temat wszystkiego, co miłe dla oka i ucha, a co w ostatnim czasie mi w owe oko i ucho wpadło i nieprędko je, jak sądzę, opuści.
Programowo nie zamierzam poświęcać na tym skrawku Internetu ani jednego słowa polityce ani sytuacji społecznej w kraju czy na świecie. Nie będzie to kolejny krytykancko-narzekacki blog pisany przez sfrustrowanego inteligenta, który to jednak inteligent nie wysuwa żadnego dobrego pomysłu, aby zadziałać w realnej czasoprzestrzeni z wymiernym i, co ważniejsze, pozytywnym skutkiem.
Ale miało nie być krytykanctwa i narzekactwa.
Po tym przydługim wstępie zapraszam zatem do wirtualnej degustacji wybranych przeze mnie smaczków ze świata kultury, sztuki, a nawet nauki. Wyznaję bowiem przekonanie, że piękno nie tkwi jedynie w artystycznych wytworach człowieka, lecz związane jest także z poznawaniem Natury, której piękna nikt przecież nie może odmówić.
Na mijającą powoli złotojesienną aurę polski zespół Miss No One przygotował zjawiskową, jak przypuszczam, płytę pod tytułem „The Leaving Room”, której – i dobrze! - za darmo w Internecie nie uświadczysz. Zaledwie przypuszczam, że płyta jest zjawiskowa, ponieważ przesłuchałam jedynie część utworów z płyty w radiowej Trójce i na stronie zespołu. Niemniej jednak stwierdzam, że bezwzględnie muszę zdobyć cały album i zasłuchiwać się w nim, kiedy tylko będę miała na to ochotę, a póki co ochota jest niesłabnąca. Tak, jak raczej bez euforii przyjęłam ich zeszłoroczną EPkę „Don't Ask, Don't Tell”, tak „The Leaving Room” zasługuje według mnie na szczególną uwagę. Miodem na moje uszt są elektroniczne, minimalistyczno-triphopowe brzmienia przeplatane subtelnym rockiem, który momentami przypomina mi kobiecą wersję A Perfect Circle (planującego reaktywację!). Czekam na swoją kopię albumu.
A no właśnie, A Perfect Circle zapowiada wznowienie działalności, Tool pracuje nad nowym albumem, Puscifer podobnie. A ja już siedzę jak na szpilkach, bo ileż można czekać, karmiąc się pokaźnym, ale jednak znanym już na pamięć dorobkiem wszystkich projektów niezmordowanego hodowcy winorośli z północnej Arizony.
Tymczasem pozdrawiam znad grzanego wina, nie z Arizony, a z saszetki.
October 18 2010
Maybe Soup is currently being updated? I'll try again automatically in a few seconds...
